Felietony i Porady

Open'er 2017 - relacja

Dodano 4 lipca 2017 02:07, przez Katarzyna Frąckowiak
Open'er 2017 - relacja

Tegoroczna edycja Open’er Festival była wyjątkowa pod wieloma względami. Każdego dnia na scenach pojawiały się wielkie gwiazdy. Trudno było zdecydować się, który koncert wybrać. Chyba na żadnej z wcześniejszych edycji nie było tak wielu stref poświęconych różnym dziedzinom kultury. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie: kino, teatr czy moda to tylko kilka z nich. Trudno było być wszędzie. Trudno było z czegokolwiek zrezygnować. Ponadto jak co roku pogoda płatała figle. Nie mniej jednak nikomu to nie przeszkodziło w świetnej zabawie.

Pierwszy dzień festiwalu otworzył polski zespół Sorry Boys. Energii, którą przekazali z Main Stage nie da się opisać. Niesamowite wykonanie hitu “Wracam”, w którym wystąpiła Apolonia Nowak, na żywo brzmiało jeszcze lepiej, niż mogłoby się wydawać. Występ zespołu zakończyła właśnie Apolonia śpiewając tradycyjną pieśń kurpiowską. Wzruszyło to największych twardzieli.

Niezaprzeczalnie pierwszego dnia festiwalu wszyscy czekali na gwiazdę wieczoru, jaką był zespół Radiohead. Fani chcąc usłyszeć ukochanych muzyków, byli zniecierpliwieni do tego stopnia, że reagowali nawet na dźwięk strojonej gitary. Osobiście największe wrażenie zrobił na mnie pierwszy utwór “Daydreaming”, który Thom Yorke zaśpiewał z wielkim uczuciem. Ponadto wizualizacje wykorzystane przy tej piosence były wyjątkowe. Wyglądało to jakby zespół i pierwsze rzędy publiki były skąpane w milionach spadających białych gwiazd. Nie da się tego opisać słowami. Był to magiczny moment. Zespół wiele razy bisował jednak ostatni utwór, jaki wykonali, był wielkim zaskoczeniem. W tle “The National Anthem” mogliśmy usłyszeć zmiksowaną polską audycję radiową na temat reformy służby zdrowia. 


W tym samym czasie odbył się koncert Solange, na którym także nie zabrakło słuchaczy. Brakowało w nim jednak spontaniczności. Muzyka nie porywała do tańca, a raczej przyciągała uwagę ze względu na show.

Drugi dzień zdecydowanie należał do The Kills i Foo Fighters. Obydwa bandy znalazły już miejsce w historii muzyki. The Kills zagrali bezpośrednio przed Foo Fighters. Publika szalała przy dźwiękach z najnowszej płyty zespołu “Ash & Ice”. Alison Mosshart dawała z siebie dosłownie wszystko. Tego występu uczestnicy Opener’a długo nie zapomną. 

Zaraz po The Kills na scenę weszli Foo Fighters - zespół legenda. Dave Grohl zaraz po przywitaniu się z publiką zaprosił na scenę swoją przyjaciółkę, wokalistkę The Kills, która występowała tuż przed nim. Razem zaśpiewali nowy utwór.

Bardzo duże wrażenie zrobił na mnie także występ polskiego zespołu SALK. Genialnie skomponowane piosenki, przemyślane teksty, delikatny wokal oraz lekka elektronika idealnie wpasowały się w klimat festiwalu.

Trzeci dzień zdecydowanie należał do The Weekend. To właśnie na koncercie tego zespołu pomimo deszczowej pogody zebrało się najwięcej publiczności. Gwiazda popu oczarowała publikę takimi hitami jak “Starboy”, “Earned it”, “Can’t Feel My Face” czy “I Feel It Coming”.

Moim faworytem tego dnia zdecydowanie był zespół Warpaint. Dziewczyny dały koncert nie z tej ziemi. Mroczne, rockowe brzmienie wprawiało w ruch każdego obecnego słuchacza zarówno w namiocie, jak i poza nim. Dużo radości przyniósł także islandzki duet Kiasmos. To elektronika to najwyższym poziomie.

Ostatni, czwarty dzień festiwalu należał do Brodki, The XX i Lorde. Cały dzień lał deszcz, ale nikomu nie przeszkodziło to w świetnej zabawie. Polska wokalistka zahipnotyzowała publikę swoimi mrocznymi utworami z najnowszej płyty “Clashes” oraz kilkoma z uwielbianej przez fanów “Grandy”. Punkowa wersja tytułowej piosenki zawsze będzie kojarzona z gdyńskim festiwalem. 

Na koncert The XX długo czekano. Emocjonalne kawałki porwały publikę już od zagranego na samym początku Intro. Potem było tylko lepiej. Indie rockowy band wykonał utwory z trzech płyt, co było ogromną przyjemnością dla ucha. Mogliśmy usłyszeć między innymi "Say Something Loving", "On Hold", "I Dare You", "Crystalised" oraz "Angels".

W tym roku ostatnim koncertem na Main Stage był występ Lorde. Wokalistka pop miała ogromnego pecha, bowiem to właśnie podczas jej występu padał najintensywniejszy deszcz. Na scenie wystąpiła sama. Nie było ani znanej z poprzednich koncertów scenografii, ani tancerzy. Mimo to występ był wyjątkowy. Wokalistka zaśpiewała utwory zarówno ze starej, jak i nowej płyty. Deszcz dawał się we znaki, ale publika nie zawiodła i dzielnie razem z wokalistką śpiewała wszystkie piosenki. Najważniejszym jednak momentem był ten, kiedy Lorde tuż przed zaśpiewaniem “Liability” usiadła na schodach sceny i wzruszona wytłumaczyła, o czym jest piosenka i dlaczego powstała. 

Co zapamiętamy z Open'era 2017? Wielkie gwiazdy, które rzadko możemy ujrzeć na polskich scenach. Niekończące się opady deszczu i tęczę kolorowych sztormiaków oraz wspaniałą publikę, która jak zwykle nie zawiodła. Atmosferę, której nie da się opisać. Trzeba tam być, żeby zrozumieć fenomen gdyńskiego festiwalu. 

Tylko zarejestrowani użytkownicy portalu sophisti.pl mogą komentować publikowane treści.
Jeśli posiadasz konto sophisti.pl zaloguj się aby dodać komentarz.
Posiadacze kont FB mogą korzeystać z funkcji szybkiego logowania Zaloguj przez Facebook

Treść nie była komentowana, bądź pierwszy !