Felietony i Porady

Beata Chomątowska „Stacja Muranów”

Dodano 20 marca 2013 11:03, przez Aleksandra Boćkowska
Beata Chomątowska „Stacja Muranów”

Beata Chomątowska „Stacja Muranów”
wydawnictwo Czarne 

Pamięć – niepamięć 

Opowieść o wzniesionej na gruzach warszawskiej dzielnicy Muranów po prostu trzeba przeczytać

Daniel, dwudziestoparoletni Żyd przyjechał do Polski kilka lat temu, żeby być tu ze swoją dziewczyną. Zamieszkali na Muranowie. „Czemu tu jest tak szaro?”, dziwi się. „Chyba że to taki żart, jak przystało na alternatywną dzielnicę w centrum. Świetne miejsce. Widać, że ma swój charakter. Jeszcze nie jest najmodniejsze w Warszawie? To zaraz będzie. Widzę je tak: pełno knajp, studenci, życie nocne, wystawy, performance’y”.
Na razie Muranów nie jest najmodniejszym miejscem w Warszawie. Jest miejscem, gdzie od ponad sześćdziesięciu lat pamięć zmaga się z niepamięcią. W przeddzień 70 rocznicy wybuchu powstania w getcie warszawskim i otwarcia Muzeum Historii Żydów Polskich, warto przypomnieć sobie historię dzielnicy zbudowanej na gruzach getta.

Beata Chomątowska opowiada tę historię w sposób porywający. Jej „Stacja Muranów” mogłaby aspirować do historycznej monografii dzielnicy, ale to przede wszystkim opowieść reporterska. Znakomicie udokumentowana, pokazuje skomplikowaną historię dzielnicy przez pryzmat ludzi. Przedwojennych architektów – modernistów, którzy marzyli, by w Warszawie zrealizować idee Le Corbusiera, budowniczych powojennej dzielnicy, którzy w ramach współzawodnictwa pracy stawiali tzw. szybkościowce w kilka (!) dni, mieszkańców, którzy dorastali na Muranowie (wśród nich Kamil Sipowicz), mieszkańców dzisiejszych – również tych, którzy nie mają pojęcia o historii dzielnicy. Nie mają, bo – choć w zamyśle Bohdana Lacherta, architekta Muranowa Południowego – wzniesiona na gruzach dzielnica miała być pomnikiem dla ofiar powstania w getcie, wiele pracy włożono w to, by pamięć zatrzeć. „Wycieczki zwiedzające stolicę z miesięcznikiem „Poznaj swój kraj” w ręce dowiadywały się, że ulica Bonifraterska i plac Krasińskich to Warszawa walk insurekcji kościuszkowskiej i nocy listopadowej, a Muranów – gdzie warto co najwyżej przespacerować się reprezentacyjną aleją Nowotki do placu Muranowskiego – to niewiele znaczące przedłużenie ulicy Długiej”, pisze Chomątowska.

Wychowana w Krakowie, w Warszawie zamieszkała właśnie na Muranowie. Wie, że w miejscu Anielewicza, kiedyś była Gęsia, zna nigdy nie odtworzoną topografię przedwojennej dzielnicy. Gdy robotnicy wymieniają kable lub rury, zagląda w wykopy szukając śladów dawnego życia – „przedwojennych cegieł, popękanych butelek po wodzie kolońskiej, gwoździ i guzików”. W swojej książce przywołuje pytanie jednego z bohaterów: „Jak można mieszkać w miejscu, gdzie w czterdziestym trzecim palono ludzi żywcem? To tak, jakby ktoś zaorał cmentarz bródnowski i nie wspominając o nim słowem, zachęcał do zasiedlania postawionych na jego miejscu domów”.

O tym właśnie – jak można żyć w takim miejscu – jest „Stacja Muranów”. Beata Chomątowska nikogo nie ocenia, ona pokazuje rozdarcie między pamięcią a niepamięcią. Architektów, budowniczych, mieszkańców. O tym, jak może być silne, świadczy anegdota o energicznej emerytce, która przymierza się do napisania bedekera Muranowa. Rozmawiając z dziennikarką, układa hasła do kolejnych liter alfabetu. Pod „z” ma być zegar z salonu Omega, zieleń i zwierzęta. „Jedyne, czego ciągle brakuje, to „Ż”. – Wiem! – woła Krystyna. – Czemu nie przyszło mi to wcześniej do głowy? Pod „Ż” znajdą się żaby. Kamienne figurki z nieistniejącej już fontanny przy alei Solidarności. Zna je każde dziecko, które wychowywało się na Muranowie”.

Tylko zarejestrowani użytkownicy portalu sophisti.pl mogą komentować publikowane treści.
Jeśli posiadasz konto sophisti.pl zaloguj się aby dodać komentarz.
Posiadacze kont FB mogą korzeystać z funkcji szybkiego logowania Zaloguj przez Facebook

Treść nie była komentowana, bądź pierwszy !