Felietony i Porady

Hubert Woźniak Hubert Woźniak Wieloryb wśród piranii, czyli jubileuszowy pokaz Roberta Kupisza

Wieloryb wśród piranii, czyli jubileuszowy pokaz Roberta Kupisza

Czy na modzie można zrobić pieniądze? Pytanie banalne, trywialne, ale paradoksalnie rzadkie i niewdzięczne. Niewdzięczne, bo prawda boli, a okrutna jeszcze mocniej. Błyszczymy najmocniej, obnosimy się luksusem i przyciągamy spragnione sławy oraz łatwych pieniędzy osoby, choć modą, w szczególności polską, rządzi pozór. Pozór przepychu, sukcesu i zasobności portfelu. Im wyżej, tym bańka większa, a prawda niezauważalna.

Bo w Polsce nie jest łatwo sprzedać dobrą modę. Jak nie da się nauczyć demokracji w jeden dzień, tak modowy romans to przygoda na wiele długich lat. O ironio, artystów mamy pod dostatkiem. Każdy chce robić modę z najwyższej półki, tworzyć wybiegi oraz kolekcje haute couture, a zasobność portfela z logiem Chanel trwa tyle, ile cierpliwość i tak łaskawych sponsorów. A tutaj nie ma żadnych ograniczeń: kto da kasę, tego weźmiemy, bo i potrzeby ogromne, a sprzedaż należy do pojęć mocno abstrakcyjnych, zresztą, jak udział Joanny Krupy w Project Runway. To też ciekawy wątek, bo czy nasza wielka, polska gwiazda, Dżoana, będzie miała za zadanie odwracać uwagę od słabego poziomu, czy ma podbić słupki oglądalności, tego nie wiem, ale pomysł tyle zacny, co żałosny i w gruncie rzeczy na inną dyskusję. Więc wróćmy do prawdziwej mody.

Niestety, gdyby to była cała prawda, to nawet i ja przełknąłbym ją. Przecież, dobra moda zawsze jest w cenie, więc prędzej czy później, po kilku lub kilkudziesięciu śmierciach z głodu, w końcu poznalibyśmy się na prawdziwej sztuce, a wtedy nawet Francuzi musieliby się liczyć z naszym rynkiem. Tak nie będzie, bo nie tylko wydziwianie, brak strategii, ale i pazerność wkrada się na na samą górę łańcucha pokarmowego, gdzie prosta sukieneczka idzie za kilka tysięcy złotych, a o innych częściach garderoby nie wspomnę. Nie wiem, kto przy zdrowych zmysłach wydaje tak ciężkie pieniądze na, bądź co bądź, kompletnie niewarte tego ubrania? Cena hurtowa metki jest znikoma, a i logo samemu można sobie wydrukować, oszczędzając grubą kasę. 

I w tym pełnym piranii akwarium trafiają się ryby, które nie grają według zastanych zasad. Wpadają do wody i radzą sobie, bo zasada stara jak świata: albo płyniesz, albo toniesz. A pięć lat temu pojawiła się szprotka, której nikt nie dawał szans. Bo i wtedy polska scena modowa bardziej przypominała potężny blok z betonu, niż platformę artystyczno-ekonomiczną. Kto by pomyślał, że postępowa moda tak bardzo przypominała polityczne bagno nad Wisłą. Wystarczył jeden strzał, perfekcyjny strzał, potężne, PR-owe tło i maszynka zaczęła się kręcić. Kupisz zaprzeczył wielu zasadom, a Orłem wygrał wiele. Bo raz, że pojawiła się ogromna sława. Dwa – przypomniał Polakom o ich symbolu, dawno zapomnianym i jakby zakurzonym przez kilkadziesiąt lat niedbającej o niego komuny. A trzy: Kupisz stał się modny. Ludzie zaczęli nosić Kupisza, bo był na czasie, bo wypadało, bo każda licząca się osoba miała chociaż jedną bluzkę z Orłem, a wtedy wystarczyło szyć i szyć, bez ograniczeń. Popyt-podaż, czyli najbardziej abstrakcyjna zależność w polskiej modzie. 

Za sukcesem Kupisza stoi coś jeszcze. Świadoma, bezczelna i wyrachowana filozofia: chcą ubrań? Dam im ubrania! Nie będę toczył wielkich rozpraw modowych, zachwycając się nowym krojem czy miejscem przyszycia guzika. Tym bardziej, oczekując ukoronowania za to dziejowe odkrycie. Moda to biznes. Realizuję się ja, nie przesadzam z inwencją artystyczną, a i ludzi nie odstraszam wybiegowymi dziwolągami w imię bliżej nieokreślonej inspiracji, nierzadko wyczuwanej jedynie w głowie projektanta. Tak proste, że aż genialne.

Pokaz z okazji 5-lecia marki nie był inny. Kupisz zaserwował nam plejadę prostej i spójnej mody, do noszenia na tu i teraz. Szprotka okazała się wielorybem, a piranie nie wiedzą, co się dzieje. 

Kupisz oddał się morskiej inspiracji. A jak morze, to brak zahamowań, bo i ratownik się trafi, a i syrena czy nimfa wodna. Na morzu królują nie tylko marynarze, ale i sam Neptun! Wakacyjne kroje nie należą do najbardziej wyrafinowanych, modowych propozycji, ale Kupisz starał się, by kolorystyka przeniosła nas pod palemkę nad ciepłym morzem. Piasek, morska woda, kurtka ratownika, marynarskie paski i wiele innych motywów, z fenomenalnymi łuskami w ostatniej sylwetce.

Możemy się długo zastanawiać, gdzie leży granica między projektowaniem, a produkowaniem ubrań. Czy to już moda, czy jeszcze sieciówkowa zabawa. Ale Kupisz daje nam taką modę, jakiej w tej chwili potrzebujemy. Nie zasługujemy ani na mniej, ani na więcej, bo raz, że w rok, dwa czy dziesięć nie staniemy się wytwornymi znawcami haute couture, a dwa: na taką modę nas nie stać. Branża nadal pozostaje jednym, wielkim biznesem i choć Kupisz niezbyt się ima światowych kalendarzy, tworząc kolekcje z rocznym wyprzedzeniem, to jednak piranie powinny się od niego uczyć. Bo żal patrzeć, gdy szprotki podgryzają im ogony. Ale takie prawo akwarium: płyniesz, albo toniesz. A Kupisz płynie i nie ogląda się za siebie.

Zdjęcia: Marek Makowski; Jacek Kurnikowski i Michał Baranowski/AKPA.

Hubert Woźniak
www.hubertwozniak.pl

205
zdjęć
w galerii

Tylko zarejestrowani użytkownicy portalu sophisti.pl mogą komentować publikowane treści.
Jeśli posiadasz konto sophisti.pl zaloguj się aby dodać komentarz.
Posiadacze kont FB mogą korzeystać z funkcji szybkiego logowania Zaloguj przez Facebook

Treść nie była komentowana, bądź pierwszy !