Felietony i Porady

Hubert Woźniak Hubert Woźniak Prośba o zdjęcia i przeprosiny, czyli przychodzi dziennikarz do urażonego PR-owca

Prośba o zdjęcia i przeprosiny, czyli przychodzi dziennikarz do urażonego PR-owca

Z perspektywy zwyczajnego odbiorcy moda to piękny świat. Tak kolorowo, na bogato, świecidełka, modelki, wielkie domy mody, potężne osoby i gift packi na pokazach mody. Generalnie jest baśniowo. Nic więc dziwnego, że wiele osób moda pociąga, a raczej profity z nią związane. Nie wiecie, co tracicie, bowiem branża prawdziwych rumieńców nabiera dopiero od strony kuchni. Na backstage’u wychodzą wszystkie jej słabości, patologie i zboczenia.

Kto nie uwielbia branżowych smaczków? Przyszedł dziennikarz na pokaz, a kierownik sali odesłał go tanimi lotami do piątego lub szóstego rzędu, czy nawet trzeciego, co w przypadku osoby piszącej o modzie jest absurdem. Absurdem nie tyle godzącym w ego dziennikarza, ile w jego materiał do stworzenia recenzji. Sama krytyka w nadwiślańskim światku jest istnym absurdem, daleko wykraczającym poza granice definicyjne tego terminu. Większość magazynów i portali raczy stosować zamiennie wyraz ,,recenzja” z ,,opisem”, lub ,,słodzeniem projektantowi tak bardzo, że trafia na OIOM z katastrofalnym poziomem glukozy”. Cóż poradzić, 30% rabatu piechotą nie chodzi, a naczelna jakoś musi wyglądać na pokazach, w których i tak nie bierze udziału. Bo po co?

 Moim hobby są kontakty z agencjami PR-owymi i czytanie kolejnych informacji prasowych. Bądźmy szczerzy, kontrakt ze Sophisti.pl wymaga ode mnie lektury PR-owych epopei. O tyle ważnych, że muszę stworzyć z nich artykuły, by moi umiłowani czytelnicy mogli go pożreć w czasie śniadania, nie wydalając kanapki lub jarmużu po kolejnych zdaniach autorstwa PR-owca. Takie informacje prasowe nie zdarzają się rzadko, ale nie są też przygniatającą większością. Niektórzy mają talent nawet do napisania ulotki na Domestosie, czego można im tylko pozazdrościć.

Mój ostatni przypadek skłonił mnie do powyższej i poniższej refleksji. A problem w gruncie rzeczy nie był problemem, lecz później urósł do takich rozmiarów: agencja PR wysłała mi informację prasową wraz ze zdjęciami o kolekcji torebek polskiej, autorskiej marki. No i super, bo od kilku dni planowałem stworzyć o nich artykuł na Sophisti.pl. Ale pech chciał – a może tak specjalnie? – że na zdjęciach nie było logo marki, przez co wyglądały na niedokończone. Takie, słodkie dzieci we mgle w drodze na Nową Zelandię. Brand był o tyle sprytny, że na fanpage wstawił już obrobione zdjęcia z pięknym logo, więc chcąc dostarczyć moim ukochanym czytelnikom jak najlepszej treści, wyskrobałem kilka słów zakończonych zwrotem grzecznościowych do administratora fanpage - czy mogę ich użyć? ,Naturalnie”. Więc uchachany przystąpiłem do płodzenia artykułu. No i się zaczęło..

O poranku, na służbowej skrzynce znalazłem maila od Pani z agencji PR. Owa Pani czuła się bardzo urażona moim zachowaniem, bo nie powinienem był pisać do marki lecz do nich i jeśli po moim uprzednim sprawdzeniu wiadomości, znajdę tam tekst informacji prasowej, to ona zażąda oficjalnych przeprosin. Jaki tekst? Jakie przeprosiny? O co do cholery chodzi?

Nie wiem, skąd Pani PR-owiec wzięła informację o braku tekstu w wiadomości, ale nie miałem złudzeń: jest urażona. Z tego powodu szybko napisałem wiadomość, bo póki moje branżowe życie dziennikarza zależy od humoru PR-owca, póty muszę wybłagać wybaczenie.

Na poważnie. Potrafię walnąć się pięścią w pierś i przyznać, że popełniłem błąd, wpierw nie wysyłając zapytania do agencji PR-owej. Z chęci przyspieszenia całego procesu, z różnych powodów. Ale trochę inaczej wyobrażam sobie relacje agencji PR z dziennikarzem. Wypisywanie o 6 rano wiadomości z żądaniem oficjalnych przeprosin, podkreślaniu, że ktoś jest urażony, jest chore. Konsekwencja mojego pytania była jedna: za darmo napisać tekst promujący markę i nową kolekcję, skądinąd bardzo ciekawą. A agencja PR zamiast wyjaśnić sprawę, zaczęła rzucać oskarżeniami i urażeniem biednej Pani PR-owiec, od której nadal nie mam informacji, czemu zdjęcia były niekompletne. W odpowiedzi na moją obszerną odpowiedź, Pani z agencji napisała, że nadal jest urażona, ale chce współpracować, więc wysyła mi zaproszenie na press day, choć zwraca mi uwagę i nie rozumie mojego zachowania. Przypomniała mi się podstawówka, gdy uczniów karciło się wystawieniem uwagi od Pani nauczycielki w specjalnie przygotowanym zeszyciku, ale to jedynie moje swawolne skojarzenie.

Absurd, prawda? O co w tym chodzi? To jest tak idiotyczne, że bez alkoholu człowiek tego nie zrozumie. W moim idealistycznym świecie, agencja PR dostarcza dziennikarzowi (choć rzekomo jestem PR-owcem) materiału, by ten stworzył w oparciu o niego artykuł. Marka płaci agencji PR, agencja wysyła mi informację prasową, ja go tworzę tekst za darmo i świat się kręci dalej.

Branża funkcjonuje w oparciu o wiele absurdów, ale zadaniem PR-owca jest dbanie o dobre kontakty z dziennikarzem, a nie ich psucie lub wysuwanie bezpodstawnych żądań, z podkreślaniem kompletnie dla mnie irrelewantnego ,,urażenia”. Moim priorytetem są czytelnicy Sophisti i chcę im zapewnić jak najlepszy materiał. A jeśli agencja PR nie jest na tyle profesjonalna, by go dostarczyć lub dyplomatycznie rozwiązać impas, wtedy serdecznie dziękuję za ich wiadomości, pod nosem dodając kilka soczystych przekleństw. Być może inni dziennikarze zgadzają się na takie absurdy, pokornie znosząc zwrócenie uwagi i dając się w dodatku przekupić zaproszeniem na press day, ale w moim przypadku tak nie jest.

 

Tylko mnie dziwi, że agencja bardziej walczyła o przeprosiny i wyakcentowanie urażenia niż o artykuł na temat kolekcji, którą ona sama stara się wypromować? Ale to kolejna patologia do kajeciku, za którą ktoś płaci grubą kasę. Taka branża, cóż poradzić.

 

Hubert Woźniak

hubert@sophisti.pl

www.hubertwozniak.pl

0
zdjęć
w galerii

Tylko zarejestrowani użytkownicy portalu sophisti.pl mogą komentować publikowane treści.
Jeśli posiadasz konto sophisti.pl zaloguj się aby dodać komentarz.
Posiadacze kont FB mogą korzeystać z funkcji szybkiego logowania Zaloguj przez Facebook

Treść nie była komentowana, bądź pierwszy !