Felietony i Porady

Hubert Woźniak Hubert Woźniak Normalne kobiety na wybiegu

Normalne kobiety na wybiegu

 

Wyobraźmy sobie alternatywną rzeczywistość. Sprawmy, że przez chwilę w naszych umysłach zapanuje wizja osób najczęściej nieprofesjonalnie związanych z modą. Rozpoczyna się pokaz mody. Na wybiegu nie widzimy już przerażających kościotrupów, zaklinających realia ,,wieszaków”, lecz ,,normalne” kobiety w rozmiarach powyżej 38. Wystające żebra znikają , chude nogi ustępują, brzuch nabiera kształtów. Catwalk zaczynają zdobić kobiety, które bez wątpienia codziennie widzimy idąc ulicą w Warszawie czy w małej miejscowości. Klientki domów mody nie muszą obawiać się już, jak będą wyglądać w sukience, doskonale leżącej na modelce w rozmiarze 32. Zobaczyły ją na kobiecie w swoich rozmiarze, więc co za problem? Jeśli leży dobrze, to idzie i kupuje.

Czy to nie jest piękne? Przewartościowanie, zlikwidowanie promocji anoreksji, nie wpędzanie klientek w kompleksy. Prawdziwy świat zagościł na wybiegu. Mimo że jest to temat klasyk w modowych dywagacjach, poruszany już tysiące razy, powraca jak bumerang, tym bardziej przed niedługo rozpoczynającymi się targami mody na sezon wiosenny. Więc kto ma racje w tym odwiecznym sporze?

W moim mniemaniu ważniejsze od znajomości obowiązujących trendów oraz niektórych mniej lub bardziej potrzebnych faktów jest zrozumienie mody, jej sensu, symboliki, niekiedy nieoczywistej kooperacji ze sztuką. Więc zastanówmy się najpierw, kim jest modelka na wybiegu? Jaką rolę pełni podczas pokazu mody?

Nie zgodzę się, że modelka jest tylko ,,wieszakiem” na ubrania, odpodmiotowioną częścią pokazu mody. Jest ona formą artystycznej ekspresji projektanta, częścią wielkiej całości, wizji artysty urzeczywistnionej w postaci pokazu mody jako spektaklu i kilkudziesięciu ubrań. Niekiedy roześmiana, radosna, wnosząca życie na wybieg, a czasem zimna i bezuczuciowa jak posąg. Najczęściej niewidoczna, usuwająca się w cień, by podkreślić ubrania. To jest wizja modelki z perspektywy twórcy kolekcji, który ma niepodważalne prawo decydowania, jak chce zaprezentować swoją kolekcję, co chciałby przez nią wyrazić, jak urzeczywistnić swoją artystyczną wizje.

Dlaczego więc wizja ta co do zasady nie przewiduje udziału ,,normalnych” kobiet w pokazie? Projektanci sami przyznają, że zwyczajnie ubrania lepiej prezentują się na szczupłych bądź chudych modelkach. Bodaj tydzień temu w Dzień Dobry TVN sama Gosia Baczyńska potwierdziła tę tezę. Także guru świata mody, Karl Lagerfeld wielokrotnie powtarzał to w wywiadach.

Kolejnym problemem, który per se uwidocznił się w poprzednim akapicie, jest mylenie anorektycznego wyglądu ze szczupłą lub chudą sylwetką. Dwa ostatnie określenia można stosować wymiennie. Bynajmniej nie są one synonimami z przymiotnikiem ,,anorektyczna”. Bliższe zgłębienie etymologii i semantyki powyższych określeń nie jest w tym miejscu zasadne, więc odsyłam zainteresowanych czytelników do odpowiednich słowników. Warto podkreślić jednak, że świat mody stara się wypierać z rynku i tym samym z wybiegu anorektyczne modelki, które potrzebują nie tyle promocji co niestety pomocy odpowiedniego specjalisty, ponieważ przy obecnym stanie medycyny bez problemu jesteśmy możemy zdiagnozować anoreksję i zacząć z nią walczyć.

Tylko stanie w sprzeczności z podstawowymi zasadami logiki i mijanie się z rozumem umożliwiają potwierdzenie tezy, iż chude/szczupłe modelki promują anoreksję. Tym bardziej odejście od obecnego kanonu modelek od zlikwiduje przyczyn anoreksji. W czasach, gdy społeczeństwa stają coraz bardziej otyłe, a problem ten zbiera żniwo w szczególności wśród młodego pokolenia. Promocja wysportowanego ciała i szczupłej sylwetki są potrzebne jak nigdy. A jeżeli lektura słowników nadal nie uzmysłowi każdemu, że anorektyczny nie jest równoznaczny ze szczupłym/chudym, to dalszy wywód jest bezsensowny a walka z góry skazana na porażkę.

Do czego jednak dąży klientka domu mody? Do czego dąży jako kobieta? Do ideału czy utrzymania status quo? Chce wyglądać coraz lepiej czy tak samo bądź gorzej? Nie poruszając problematyki wykorzystywania obróbki graficznej w sesjach i kampaniach modowych, ciężko jest obronić tezę, iż klientka szuka ubrań, które nie poprawią jej wygląd, lecz utrzymają obecny poziom bądź go pogorszą. Każdy z nas, kobieta czy mężczyzna, dziecko czy dorosły, piękny czy brzydki, dąży do ideału. Chcemy być jak najlepsi. Nie zawsze na siłę, ale mimo to dążymy i gdy tylko nadarzy się okazja, by ubraniem poprawić wygląd, to idiotyzmem byłoby nieskorzystanie. Ile kobiet wejdzie do sklepu, z witryny którego uśmiecha się do niej kobieta o podobnej bądź gorszej figurze i z widocznymi niedoskonałościami? Mniemam, że mało która. Wszyscy chcemy czuć, że dzięki nowym ubraniom poczujemy się lepiej, dążymy do ideału kobiety czy mężczyzny, których widzimy na wybiegu bądź w sesjach reklamowych. Dlatego w oczywisty sposób sukienki, garsonki, bluzki czy buty prezentują chude modelki, a bieliznę kobiety z większym biustem i bardziej zauważalną pupą.

Ostatnim problemem, który chciałbym poruszyć, jest niezrozumiałe dla mnie wyznaczanie kanonów piękna na wybiegu przez osoby, które na co dzień z modą stykają się jedynie podczas wyciągania ubrań z szafy. Byłoby skrajnym idiotyzmem wyznaczanie idealnych wymiarów baletnic przez informatyków, a muskulatury budowlańców przez cukierników. Dlaczego więc wszyscy wydają się upoważnieni do dyktowania światu mody, w jaki sposób powinien funkcjonować i na jakich prawach się opierać? Nie jest to dla mnie zrozumiałe. Ale głoszenie prawd objawionych i wiara w słuszność swych tez zazwyczaj dziwnie dotyka jedynie osób nieprofesjonalnie związanych z dziedziną, o której bezwstydnie się wypowiadają. I paradoksem pozostaję dla nich fakt, że im ktoś dłużej zajmuje się konkretną dziedziną, tym więcej roztropności nabiera i większą powściągliwością się kieruje.

Nie łudzę się, że powyższy artykuł jest w stanie dokonać rewolucji dziejowej w myśleniu. Temat chudych modelek będzie wracał jak bumerang, ponieważ ideał kobiety zmienia się co kilkadziesiąt bądź kilkaset lat, a kanon modelki wydaje się być póki co stały. Patrząc na topmodelki w 1947 r. na zdjęciu Irvinga Penna nie sposób znaleźć kobiety w rozmiarze 38-40. I jak przyznały Gosia Baczyńska (projektantka), Karolina Malinowska (modelka) i Agnieszka Czerwińska (szefowa agencji modelek plus-size) w powyżej wspomnianym programie, modelki plus-size na wybiegu są jedynie zabiegiem marketingowym, zazwyczaj przyciągającym uwagę mediów do pokazu bądź kolekcji o wątpliwej artystyczno-technicznej jakości.

Modelki pełnią specyficzną rolę w świecie mody i muszą spełniać określone kryteria. Jeżeli ktokolwiek nie jest w stanie pogodzić się z nimi, nie musi wchodzić do skrajnie brutalnego i bezlitosnego świata mody, w którym ani nie jest łatwo modelkom, ani projektantom czy innym osobom profesjonalnie zajmujących się nim. Pamiętajmy, że moda to nie tylko sztuka ale i biznes. Ubrania muszą się sprzedać. I być może niektóre osoby buntują się przeciwko temu, czego sami podświadomie potrzebują. W końcu kto z nas nie dąży do ideału?

 

 

Hubert Woźniak

hubert@sophisti.pl

0
zdjęć
w galerii

Tylko zarejestrowani użytkownicy portalu sophisti.pl mogą komentować publikowane treści.
Jeśli posiadasz konto sophisti.pl zaloguj się aby dodać komentarz.
Posiadacze kont FB mogą korzeystać z funkcji szybkiego logowania Zaloguj przez Facebook

Treść nie była komentowana, bądź pierwszy !