Felietony i Porady

Hubert Woźniak Hubert Woźniak Disco polo od Prady, czyli #mytrip Maćka Sieradzkiego

Disco polo od Prady, czyli #mytrip Maćka Sieradzkiego

Od dłuższego czasu polską branżą modową targają fale kryzysu ekonomicznego, twórczego czy w gruncie rzeczy egzystencjalnego. Wszak niejedna osoba w cudownej modzie odkryła lek na wszelkie bolączki pustego portfela, to i projektanci zaczęli się mnożyć jak grzyby po deszczu, sprzedając ciemnemu ludowi tandetę w ładnym opakowaniu z ceną o dużej ilości zer. Oczywistym skutkiem były druzgoczące recenzje jurnych krytyków i poniżająco podlizujące się wielkie redakcje w nie tyle krytycznych analizach, co w opisach kolekcji. Być może, to wcale nie jest tak, że branża jest be, a projektanci bez talentu. Może przyczyna leży w nas i w oczekiwaniach, które mamy wobec projektanta i kolekcji?

Oczekiwania nie są małe, o nie! Dumny naród polski nie jest palcem robiony, więc i na dyktat miłujących kapitulację Francuzów się nie zgodzimy. Tym bardziej Angoli czy makaroniarzy. Amerykanie są dzięki Bogu daleko. A poza tym, Polak-Amerykanin dwa bratanki, to i o wyższości ich przemysłu modowego nad naszym nie musimy zbytnio deliberować. Ale nasz rodzimy projektant, z krwi i kości Polak-patriota, modę na najwyższym poziomie robić musi i basta. A jak nie, to zdrajca i zakała, ot co.

Więc z patriotyczno-surrealistycznym wyobrażeniem ruszamy na pokaz i czekamy na impresję doskonałości. Nie inaczej było w przypadku Maćka Sieradzkiego, na którego pokaz czekała niejedna celebrytka, a i wiele blogerek by się znalazło. Nie zaprzeczę, skłamałem, bo w rzeczywistości oczekiwania wobec Sieradzkiego nie były takie same, jak wobec innych. Bo i personą jest wyjątkową. TVN pokazał jego talent, wypromował go, więc i facet musi znać się na rzeczy. A jak tak, to i kolekcja musi być doskonała.

Wielki szok spotkał szanowną publiczność, gdy romans oczekiwań i talentu projektanta zagasnął po trzech minutach, bez szans na kolejne, miłosne uniesienie romantyków. Ale jak to? Tak to, bo na cholerę były Ci te oczekiwania? Bo czemu ma zrobić dobrą kolekcję? Zrobił złą i już. Sieradzki chciał oddać się symfonii nudy przeplatanej nudą z sieciówek w okrasie słabo wyglądającej nudy z sieciówek, więc co mu zrobimy? Nic i w tym jest problem.

Nic nie zrobimy, bo i projektant nie musi się starać, i nasze oczekiwania są na pozór. Jak wszystko, co tylko podwyższa nasz status społeczny. Samochód? Byle dobry, ładny, wystawny i… na kredyt. Mieszkanie? Jak największe i w najlepszym bloku… na kredyt. Louis Vuitton? Za dwie dychy z bazaru. Dywagujemy o Valentino, Saint Laurent, Chanel, wyższości mody nad sztuką, by później wrócić do zastawionego hipoteką mieszkania, wciągnąć na siebie białe majtki za 8 zł, skarpety z froty, dresy, podkoszulek i oddać się narodowemu hobby januszowania, przy brzdęku sztućców uderzających o talerz z bigosem. A wszystko inne byle na pokaz.

Bo wielkiej mody my nie chcemy. Nie czujemy jej i nie chcemy jej widzieć na ulicach. Może i współczesna moda z zachodu ma wiele wspólnego ze sztuką oraz ładnie prezentuje się na wybiegu, ale wyjść w tym na ulice? Wstyd, a i o przysłowiowy ,,wpierdól” od dresowych strażników moralności nietrudno. Więc bez problemu nasze potrzeby odzieżowe spełnią dwie sieciówki, a i tak to za dużo…

Wbrew pozorom projektanci nie są idiotami i widzą, co się święci. A święci się tyle, że tworząc modę przez wielkie M, żonglując artystycznymi ,,ę” i ,,ą”, prędzej skończą w przytułku dla bezdomnych z komornikiem na karku, niż w willi Gianniego Versace ze sztabem pięknych pokojówek obojga płci. Lud chce niskiego poziomu? To kim my jesteśmy, by wmawiać mu, że popełnia błąd? Czym chata bogata, do syta! I tak powstaje modowe disco-polo, na które rzucamy się jak na jedzenie i picie w Egipcie podczas wakacji All Inclusive. Bo tanio, bo dużo dają, bo można. Głupi by nie brał.

I w tym wszystkim znajdujemy prostego, poczciwego Sieradzkiego, który, być może, schował talent do kieszeni, być może wysłał go do Francji, ale tutaj nie zamierza nim świecić na prawo i lewo. Spragnionym ludziom daje wymarzone, modowe disco-polo. Wyjedźmy na trip, załóżmy coś, by w głowę nie parzyło, okryjmy pozimowe fałdki i Polak gotowy. Całość owiniemy prymitywną formą z odpychająco wyglądającą tkaniną tudzież jej imitacją. I przy całej, wspomnianej już, symfonii obruszonych krytyków, zdegustowanych nudną, wtórną i wypaczoną z wszelkiego, modowego pierwiastka kolekcją Sieradzkiego, to właśnie te ubrania sprzedadzą się, pozwalając projektantowi przeżyć, być może nawet na wysokim poziomie. Bo tu nie ma nic trudnego. Są ubrania spełniające ich pierwotną, praktyczną funkcję. Ani mniej, ani więcej. Zwykłe szmatki do wciągnięcia na plecy.

Artystyczne szopki zostawmy na Boże Narodzenie. Tak się robi kasę w polskiej modzie. Na prostym, prymitywnym, tandetnym i do bólu wyzutym z wszelkiego sacrum modowym disco-polo. To rozumiemy i tego chcemy. A wszystko inne jest tylko pozorem.

Zdjęcia: Marek Makowski

Hubert Woźniak
www.hubertwozniak.pl

95
zdjęć
w galerii

Tylko zarejestrowani użytkownicy portalu sophisti.pl mogą komentować publikowane treści.
Jeśli posiadasz konto sophisti.pl zaloguj się aby dodać komentarz.
Posiadacze kont FB mogą korzeystać z funkcji szybkiego logowania Zaloguj przez Facebook

Komentarze użytkowników sophisti.pl