Felietony i Porady

Magdalena Durand Magdalena Durand Żyj swoim życiem i daj żyć innym

Żyj swoim życiem i daj żyć innym

- Czy nie moglibyście się przeprowadzić do Paryża? – zapytała mnie ostatnio znajoma, której nie widziałam dość długo. – Do Paryża? A dlaczego – spytałam zdziwiona? – A no bo z chęcią bym wpadła do tej Waszej Francji, ale poza stolicą, to tam przecież nic ciekawego nie ma, prawda? Totalnie mnie wmurowało i w pierwszym momencie nie wiedziałam co mam jej odpowiedzieć… - Paryż, stolica mody, szyku i elegancji, no i wieża Eiffla… - rozmarzyła się znajoma, a ja powoli zaczynałam tracić wiarę w ludzi… - No bo wiesz: jakbyście mieszali w Paryżu to bym przyjechała na jakiś tydzień. A może nawet na dwa! Poznałabym bogatego i diabelnie przystojnego Francuza i kto wie, jakby się mogło zmienić moje życie? – kontynuowała. Gdy ona tak z maślanymi oczami snuła wizję gorącego romansu z happy endem, ja patrzyłam na nią z co raz to większą konsternacją. Po prostu mnie zatkało…

Są dni, kiedy nie potrafię wyjść z podziwu nad ludzką głupotą. Nie dość, że moja znajoma wyraźnie była zniesmaczona faktem, iż mieszkamy na francuskiej prowincji, to jeszcze planowała sobie wakacje w moim/nie moim mieszkaniu w Paryżu. Nie to, że jestem niegościnna; nie to, że jestem aspołeczna; o co to, to nie! Ja po prostu nie lubię jak mi się mówi co mam robić, jak żyć, a już nie daj Boże, gdzie ja mam mieszkać!

Myślę, że wielu ludzi ma takich oto znajomych: pojawiają się i znikają, a najczęściej znowu się pojawiają, gdy czegoś od nas chcą. Ja naprawdę rozumiem, że trzeba drugiemu człowiekowi pomóc w potrzebie, wesprzeć go, zrozumieć, podsunąć złotą radę, ale nigdy nie będę w stanie pojąć, że niektórzy „przyjaciele” są na tak zwaną chwilę – taką wybraną przez siebie, dobrze upolowaną – wtedy, gdy akurat my jesteśmy im „potrzebni”. Wiele takich osób przewijało się przez moje ponad trzydziestoletnie życie. Wielu takim „przyjaciołom” nie potrafiłam odmówić i miałam często problemy z asertywnością. Ja nikomu nie mówię jak ma żyć, myśleć, pracować (bądź nie pracować), wychowywać dzieci i tak dalej, i tak dalej. Nie lubię również jak mi się ktoś z butami pakuje w moje sprawy. Dobra rada? Pytanie pełne troski? Ok, ale bez narzucania, gderania i mówienia co ja powinnam zrobić i jak postępować. 

Moja ponad trzyletnia emigracja bardzo zweryfikowała wszelkie znajomości i przyjaźnie. Owszem, używam Facebooka, gdzie mam ponad setkę znajomych, ale z iloma tak naprawdę jestem w stałym kontakcie? Może z dziesięcioma maksymalnie. A dlaczegóż to? Ludziom się przede wszystkim chyba nie chce utrzymywać kontaktów na odległość (mimo, że siedzą z głową w swoich smartphonach zamiast wyjść na spotkanie w cztery oczy). Bo niby po co? W jakim celu? Jakie korzyści płyną z takiej wymiany swobodnych maili na portalu społecznościowym? Dla niektórych żadne, a więc takie kontakty urywa, zamiata pod dywan i wyrzuca ze swojej świadomości. Bywa też tak, że sobie nagle przypomina o takiej Magdzie z Francji bo akurat do tego pięknego kraju się wybiera i a nóż widelec trafi się darmowa gościna na tydzień, czy dwa. Prawdziwych przyjaciół zapraszam i goszczę zawsze z wielką przyjemnością i radością, a takich „okazyjnych” i interesownych znajomych mam po prostu w nosie. A co! Szanujmy się nawzajem i bądźmy w kontakcie. Nie tylko gdy mamy jakiś interes. Takie oczywiste, ale jak widać nie dla wszystkich. 

0
zdjęć
w galerii

Tylko zarejestrowani użytkownicy portalu sophisti.pl mogą komentować publikowane treści.
Jeśli posiadasz konto sophisti.pl zaloguj się aby dodać komentarz.
Posiadacze kont FB mogą korzeystać z funkcji szybkiego logowania Zaloguj przez Facebook

Treść nie była komentowana, bądź pierwszy !