Felietony i Porady

Magdalena Durand Magdalena Durand Nie wszystko złoto, co się świeci, czyli co mi się nie podoba we Francji i Francuzach

Nie wszystko złoto, co się świeci, czyli co mi się nie podoba we Francji i Francuzach

Mówią, że wszędzie dobrze tam, gdzie nas nie ma i coś w tym musi być niestety… Często idealizujemy miejsca, kraje, miasta i kultury, które słabo znamy (albo kojarzymy tylko ze szklanego ekranu, czy Internetu). Nie doceniamy przy tym rodzimych walorów krajobrazu, kuchni, zwyczajów i tradycji, czy też sztuki. No bo przecież we Francji, w Anglii czy innej „Arkadii Zachodu” wszystko jest lepsze, bardziej nowoczesne i piękniejsze. Im dłużej jednak mieszkam na emigracji, tym widzę więcej – rzecz oczywista. A że lubię obserwować wszystko co się wokół mnie dzieje, to widzę czasami rzeczy, których wcale nie chciałabym oglądać…

Zacznę od kwestii bardzo przyziemnych, a wręcz banalnych. Tak się składa, że mieszkam w niewielkim budynku wielorodzinnym, potocznie zwanym w Polsce „blokiem”. Wszystko na pierwszy rzut oka wydaje się w porządku, lecz jest małe ale… Wygląd klatki schodowej przypomina tandetny bazar lub przydomowy składzik. Względy estetyczne, jakże istotne, nie grają tu jednak pierwszych skrzypiec, choć przyznam szczerze, że patrzenie na różnego rodzaju kartony, pudełka, wózki dziecięce, hulajnogi, rowery, rzędy butów, parasoli, walizek (sic!), a nawet małych mebli, czy też worków ze śmieciami wcale nie wprawiają w dobry nastrój. Pomijając jednak wspomniane wyżej aspekty czysto wizualne, należy wziąć pod uwagę bezpieczeństwo i wygodę innych mieszkańców. Wnoszenie mebli, czy też większych pakunków, to nie lada wyczyn, że też nie wspomnę o swoistym „zapachu” (żeby nie nazwać tego dobitniej), wydobywającym się z plastikowych worków… Niby nic, niby głupstwo, mało istotna sprawa, ale jak człowiekowi potrafi zepsuć nastrój? Pewnie odezwą się głosy, że przejmuję się bzdurami, ale zapewniam wszystkich zawczasu: takie codzienne widoki nawet świętego wyprowadziłyby z równowagi… Nie wiem czy jakimkolwiek pocieszeniem jest fakt, iż takie obrazki widziałam nie tylko na naszej klatce schodowej, ale też w innych budynkach mieszkalnych w kilku francuskich miastach. Wniosek? Francuzi, to naród „chomikujący”, uwielbiający przechowywanie wszelkiego rodzaju przedmiotów – mniej lub bardziej potrzebnych, albo totalnie zbędnych.

Polacy oczywiście również potrafią „wzbogacać” przestrzeń swoich budynków mieszkalnych workami pełnymi śmieci, ale uwierzcie mi, że we Francji, to chyba jakiś „sport narodowy”. Najśmieszniejsze jednak jest to, iż każde mieszkanie w standardzie ma zazwyczaj tak zwaną komórkę lokatorską i garaż, które jak najbardziej nadają się do przechowywania niemieszczących się w czterech ścianach szpargałów. Tym wszystkim więc, którzy myślą, że na Zachodzie jest inaczej, „lepiej” i bardziej kulturalnie niż w Polsce, spieszę z odpowiedzią, że niestety nie jest. 

Inną dość istotna kwestią, która mnie często irytuje we Francji jest wszechobecna biurokracja. Tych wszystkich, którzy narzekają na polskie urzędy, kolejki i tony papierów do wypełnienia, zapraszam do Francji! Tutaj dopiero zakopiecie się w ilości absurdalnych dokumentów, stosów zapisanych kartek i zaczniecie dostawać szału oczekując na istotne dla Was decyzje. Wycieczka do francuskiego NFZ, merostwa, urzędu gminy, czy banku, to istna droga przez mękę. Francuzi uwielbiają pławić się w biurokratycznych niuansach, a często ich absurdalność sprowadza się do kolejnych wizyt w urzędach, dostarczaniu dodatkowych świstków i nerwowego oczekiwania na rozstrzygnięcie sprawy. Zapewniam, że najbardziej cierpliwi potrafią dostać szału, a rodowici Francuzi niejednokrotnie dopuszczają się niewybrednych żartów w tym temacie. Tak więc załatwiania wszelkiego rodzaju spraw urzędowych unikam jak ognia, choć w większości przypadków nie mam po prostu wyboru…

Mnożyć przykładów francuskich absurdów i niedorzeczności mogłabym jeszcze bardzo wiele. Nie jest to żadne narzekanie, czy wkładanie kija w mrowisko, ale efekt codziennych obserwacji i życia na emigracji. We Francuzach nie lubię również swoistego dystansu do „obcych”, utwierdzania stereotypów, że Polska to kraj kategorii „B”, jak nie „C”, a także tego, że nie chcą rozmawiać po angielsku, o innych językach obcych nie wspominając. Nie lubię ich „dumy narodowej”, która kojarzy mi się bardziej z arogancją i brakiem szacunku do innych nacji – czytaj: jesteśmy lepsi od innych, bo jesteśmy Francuzami. Nie przepadam za ich „poprawnością polityczną”, która przejawia się narzekaniem na bezrobocie i kryzys spowodowane przez imigrantów z krajów Maghrebu, czy innych państw postkolonialnych, lub też przybyszów z nowych państw Unii Europejskiej. Nie lubię ich buty i uwielbienia jedynie dla wszystkiego, co francuskie. Dostaję szału kiedy mówią między innymi, że Chopin był Francuzem, i tak dalej, i tak dalej…

Zawsze i wszędzie można znaleźć coś, co nam się nie będzie podobać. Mimo tych wszystkich minusów i negatywów, kocham na swój sposób Francję – moją drugą ojczyznę z wyboru. Wiele rzeczy mnie tu dziwi i irytuje, ale generalnie odnalazłam tu swoje miejsce. Zapewniam wszystkich, że w jednym z kolejnych felietonów przeczytacie o tym, za co kocham Francję i co mnie urzekło w tym różnorodnym kraju. Bo przecież życie nie jest tylko czarno-białe, a ma wiele kolorów po drodze. I taka jest właśnie egzystencja emigranta: raz na wozie, raz pod wozem; raz kolorowo, innym razem nie za bardzo. Na pewne rzeczy nie mamy wpływu, a te które możemy zmieniać – zmieniamy, tak by czuć się lepiej na obcej/ nieobcej ziemi.

0
zdjęć
w galerii

Tylko zarejestrowani użytkownicy portalu sophisti.pl mogą komentować publikowane treści.
Jeśli posiadasz konto sophisti.pl zaloguj się aby dodać komentarz.
Posiadacze kont FB mogą korzeystać z funkcji szybkiego logowania Zaloguj przez Facebook

Komentarze użytkowników sophisti.pl