Felietony i Porady

Tomek Gąsienica-Józkowy Tomek Gąsienica-Józkowy Zosia wśród ptactwa czyli Ornitolog - Stylista

Zosia wśród ptactwa czyli Ornitolog - Stylista

Wbrew pozorom nie będzie o ptakach, choć ptaki pojawią się w dzisiejszym tekście. A wszystko za sprawą wiersza Juliana Tuwima "Ptasie radio", w którym nieloty i te "lotne" również, postanowiły zrobić radiową audycję. Miało być pięknie, a wyszło... jak zwykle. Bo każdy chciał sławy, każdy chciał błyszczeć, nie każdy miał jednak ku temu predyspozycje.

Ze stylistami bywa podobnie...

Bo chociaż,  jak już pisałem, media, na własne potrzeby, wypromowały pewien wizerunek stylisty, sami styliści też mieli w tym swój udział.

I nie chodzi wcale o fakt, że musieli dostosować się do potrzeb rynku i niejako "stworzyć siebie" dla potencjalnego odbiorcy (to, jak najbardziej, rozumiem). Problem w tym, że niektórzy, skupiając się na części artystyczno-rozrywkowej, zapomnieli, że uczciwość, pracowitość, konsekwencja, dokładność oraz wszystkie inne cechy dobrego pracownika, również ich obowiązują. Że wystarczy jeden osobnik, który zrazi do siebie kogoś, a cała reszta "dostanie cięgi". Trochę, jak w przysłowiu, o ptaku, który we własne gniazdo... - no dobra, użyje tego słowa! - "robi".

W mojej pracy spotykałem się z wieloma takimi sytuacjami...

Chcę wypożyczyć ciuchy, buty czy dodatki i dowiaduję się, że..."stylistom nie wypożyczamy".
Jakiś jeden z drugim pożyczył wcześniej, a potem oddał zniszczone czy brudne i jeszcze był zdziwiony, że ktoś zwrócił mu na to uwagę. Albo nie oddał w ogóle. I zniknął, jak kamfora. Rozpłynął się. I nie ma. Nie ma również wypożyczonych rzeczy, dzięki którym mógł wykonać swoją pracę.

A przecież jeśli chcemy, żeby ktoś ją szanował, sami też powinniśmy uszanować jego. Nie mówiąc już o własności. Więc wcale nie dziwię się, że ktoś może nie chcieć już więcej TAKIEJ współpracy.

Przychodzę na sesję... A tu popłoch! Modelka ucieka z wrzaskiem, fotografik dzwoni po własną ciocię lub sam  zabiera się za ubieranie, makijażystka szykuje puder w kostce do obrony, a fryzjer rwie włosy z głowy, niekoniecznie własnej. I tylko klient patrzy szeroko otwartymi oczami i nie wierzy w to, co widzi. A wszystko dlatego, że kiedyś, wcześniej zdarzyło im się mieć do czynienia z "gwiazdunią". Pracować to-to nie umiało, o kulturze uczyło się w szkole (i się nie nauczyło!), a komunikacja międzyludzka i praca w zespole była mu/jej tak obca, jak mnie obliczanie przestrzeni topologicznie metryzowalnych. Ale po planie łaziło i prężyło się niczym paw w okresie godowym i gdyby miało ogon, bez wątpienia majtałoby nim po kątach. Nie wnikam, może i było w okresie rui, ale swoim zachowaniem tylko zniechęciło wszystkich do siebie, atmosferę pracy "diabli wzięli", bywa, że jej końcowy efekt również. A potem i ja jawię się w niekorzystnym świetle.

Rozumiem i wierzę, że każdy broni swojego zdania, każdy chce wykonać swoja pracę jak najlepiej, ale forma nie może przecież górować nad treścią. Na planie zdjęciowym każdy powinien znać swoje miejsce oraz robić to, po co na ów plan został zaproszony. Obrażanie modelki, pouczanie fotografika, wytykanie wyimaginowanych błędów pozostałym członkom ekipy czy komentowanie posunięć i decyzji klienta chyba jednak nie mieści się w zakresie obowiązków stylisty. Nie przeczę, że i mnie zdarza się upierać przy własnym zdaniu, mniej lub bardziej dosadnie prezentować swoje racje, staram się jednak robić to w oparciu o  wiedzę i doświadczenie, a nie własne rozbuchane ego.

Idę na zakupy z klientem... I zdarza się, że zanim przekonam go do siebie, zanim uwierzy, że jestem tu dla niego, muszę "tłumaczyć się" z wielu rzeczy. Dlatego, że jakiś "oszołom" przede mną, zamiast wziąć się do porządnej roboty, wziął kasę, nawciskał "kitów" i zostawił oszukanego "nieszczęśnika" - niczym kukułcze jajo, podrzucone gdziekolwiek, z całą masą niepotrzebnych i nie pasujących do niczego rzeczy (za  które, rzecz jasna, zaprzyjaźniona pani ze sklepu "odpaliła" mu później trochę!) oraz z rozgoryczeniem i pytaniami, na które nie otrzymał odpowiedzi. Niezadowolony nie wróci. A jeśli nawet, to nie do niego. A jeśli przyjdzie do nas, to z uprzedzeniami, z którymi najpierw będziemy musieli się zmierzyć.
Sam bardzo lubię odpowiadać na pytania, rozmawiać ze swoim klientem, bo to najlepszy sposób, żeby go poznać choć trochę i dzięki temu jak najlepiej mu pomóc. Sobie również. Może zabrzmi to jak slogan, ale zadowolony klient sprawia, że i ja jestem zadowolony. Bo to oznacza, że dobrze wykonałem swoją pracę. I nie ważne jest wtedy, jaki inne korzyści i komu przyniosło nasze spotkanie.

Takie przykłady można mnożyć, ale każdy z nich utwierdza mnie w przekonaniu (i mam nadzieję, że i Was w nim utwierdzi) że każdy powinien zajmować tym, co najlepiej mu wychodzi. Tak, jak piosenkarka jest od śpiewania, tancerka od tańczenia, a ornitolog zajmuje się ptakami, tak stylista jest od stylizowania.  A jeśli ktoś sobie z tym nie radzi, to niech zmieni profesję. Byle na taką, z która sobie poradzi.

Bo stylistą nie każdy być może. To nie stan ducha i chwilowa zachcianka -  to zawód, jak każdy inny, do którego ktoś się nadaje lub nie. I również wymaga nakładów pracy i wiedzy, a nie samego "strojenia się w piórka". A skoro ktoś jest leniem i ma kłopoty z przyswajaniem podstawowej wiedzy, a nadal chce robić to, co robi, i jeszcze robić to źle, bo taki ma kaprys, to  niechże daruje sobie chociaż  używania słów, których znaczenia nie rozumie... Zwłaszcza, że nie tylko sobie, ale i innym może zaszkodzić...

Jak mawia moja mama :  " Kto się pindą urodził, ten kanarkiem nie zdechnie", a tzw. "Zosie-Samosie", których pojawia się co raz więcej i którym wydaje się, że pozjadały wszystkie rozumy, głównie gdaczą, jak kury. Z ich gdakania nic nie wynika. Jedynie zamieszanie. I choćby pękły, w żaden sposób te ich bulgoty (chociaż to już chyba indyki?) nie zmienią się w słowicze trele.

Nie ważne bowiem czy pracujemy na czyjeś zlecenie, czy realizujemy własny projekt; nie ważne czy robimy to na planie zdjęciowym, czy między półkami sklepowymi; nie ważne czy chodzi o pieniądze i sławę, czy o satysfakcję i kreatywność; nie ważne czy ktoś nazwie to pracą twórczą, odtwórczą czy zwykłą "chałturą"; nie ważne wreszcie, jak wiele słów użyjemy - wszystko sprowadza się do solidnej wiedzy i umiejętności oraz maksymalnego ich wykorzystania.

A jeśli chodzi  o "chałturę" oraz "ptasie" skojarzenia... Chałtura, to ŹLE wykonana robota, a o ile "kruk krukowi oka nie wykole", o tyle chałturnik chałturnikowi na pewno. Sobie przy okazji również...

0
zdjęć
w galerii

Tylko zarejestrowani użytkownicy portalu sophisti.pl mogą komentować publikowane treści.
Jeśli posiadasz konto sophisti.pl zaloguj się aby dodać komentarz.
Posiadacze kont FB mogą korzeystać z funkcji szybkiego logowania Zaloguj przez Facebook

Komentarze użytkowników sophisti.pl