Felietony i Porady

Barbara Mietkowska Barbara Mietkowska Sam nie zjesz wszystkiego

Sam nie zjesz wszystkiego

Pisanie o umiarze tuż przed świętami być może zupełnie mija się z celem. Jednak o tej porze roku narasta we mnie poczucie, że kompletnie zwariowaliśmy na punkcie konsumpcji. Parkingi w galeriach pękają w szwach. Sklepy, w których zwykle jest pusto wypełnia tłum, nie wspominając już o tych z zabawkami, gdzie zdesperowani rodzice, dziadkowie, ciotki i wujkowie walczą o coś dla dziecka, które wszystko ma.

Czarę mojej „osobistej konsumpcyjnej goryczy” przelewają smsy, którymi rozliczne sklepy zapraszają mnie do kupowania wiosenno-letnich pre kolekcji na 2014. Mam ochotę wrzeszczeć: litości!. Ja  jeszcze nawet nie zdążyłam zmienić opon na zimowe, kupić ciepłych butów i co gorsza zastanowić się co podam na wigilijny stół.

Czy na pewno już powinnam myśleć o wiośnie, skoro nawet nie skończyła się jesień? Zamiast cieszyć się nadchodzącym Bożym Narodzeniem czuję jak  mi w gardle rośnie straszny globus histericus. Ostatnio wpadła mi w ręce książka „Sztuka umiaru”, Francuzki Dominique Loreau, która od 30 lat mieszka w Japonii. Miła lektura, którą można chyba nazwać poradnikiem filozoficznym. Zresztą autorka napisała także bestseller „Sztuka prostoty”, który gorąco polecam wszystkim goniącym w piętkę, nie wiadomo za czym. Otóż jak powszechnie wiadomo Japonia to fascynujący kraj o silnej kulturze i tradycji. Nie zawsze zrozumiałej dla Europejczyka, ale za to zawsze budzącej podziw, respekt i wielki szacunek. To miejsce na ziemi, gdzie nic nie dzieje się chaotycznie lub przypadkowo, mimo że dzieje się bardzo szybko. Dobra konsumuje się tylko w koniecznej ilości, bo na nadmiar nie ma tam miejsca ani w sensie dosłownym ani kulturowym. Rytuał jedzenia, picia, sprzątania, kupowania jest wciąż bardzo ważny, albowiem te właśnie czynności mają  cieszyć, zaspokajać nasze zmysły. W związku z tym nie wolno ich wykonać bezrefleksyjnie. I to porównanie kultur skłania do zastanowienia się czy przypadkiem, jako społeczeństwo, nie zmieniliśmy się w maszyny do spożywania, przedmiot spekulacji i zarabiania pieniędzy przez wielkie korporacje. Bo jak widać na przedświątecznym obrazku nasza zachłanność jest niepohamowana i daje sobie wmówić tak wiele jak choćby to, że ciągle wszystkiego powinniśmy mieć więcej, że w dobrobycie mamy, albo wręcz musimy, pławić się do utraty tchu.

Ale czy na pewno nas to uszczęśliwia? Statystyki pokazują, że raczej nie. Rośnie ilość osób z depresją, otyłych, zestresowanych, zagubionych. I szukających coraz częściej sensu życia, który zgubił się w braku konsumpcyjnego rozsądku. Do życia nie potrzebujemy aż tak wiele jak nam się wmawia. I nie chodzi wcale o uprawianie ascezy, ale o zwyczajny umiar. Może zanim ruszymy  po gwiazdkowe prezenty zastanówmy się nad  tym, czy chcemy brać udział w tej grze. Kupować bezmyślnie, byle kupić i mieć. Zastanówmy się czy komuś potrzebny będzie pięćdziesiąty szalik i sto piąte skarpetki. Może raczej podzielmy się własnym „nadmiarem” z tymi, którym czegoś brak, bo i tak wszystkiego sami nie zjemy. Święta to idealny czas, by zatrzymać się w tej pogoni. Więc dlaczego działamy na odwrót? 

 

0
zdjęć
w galerii

Tylko zarejestrowani użytkownicy portalu sophisti.pl mogą komentować publikowane treści.
Jeśli posiadasz konto sophisti.pl zaloguj się aby dodać komentarz.
Posiadacze kont FB mogą korzeystać z funkcji szybkiego logowania Zaloguj przez Facebook

Treść nie była komentowana, bądź pierwszy !