Walentynki... -wyniki konkursu!
14 lutego ludzie na całym świecie wyznają sobie miłość, a jeśli nie są zakochani, to życzą sobie i innym, aby ich także spotkało to wyjątkowe uczucie. Mimo, że niechętnie się do tego przyznajemy, to w Walentynki każda zakochana osoba czeka na miły podarunek.
Jak wśród pluszowych misiów, serduszek i czekoladek znaleźć oryginalny prezent? Wyjątkowe zestawy Vivabox skruszą nawet najbardziej nieczułe serce, a w tych zakochanych rozpalą gorące uczucie!
Prezent prosto z serca dla ukochanej Walentynki?
Co roku mężczyźni zadają sobie to samo pytanie – o co chodzi w kobiecych prezentach? Trochę o niespodziankę, bo udany podarunek powinien być zaskakujący. A trochę o to, żeby prezent był praktyczny, dopasowany do zainteresowań i pasji obdarowanej. I wreszcie o to, żeby był wyjątkowy - słowem taki, jakiego nie otrzymał nikt inny. „Nic prostszego” - pomyślą panowie, dla których wybór podarunków jest nie lada wyzwaniem. Na szczęście na walentynkowe dylematy jest teraz proste rozwiązanie – zestawy prezentowe Vivabox!
Większość kobiet wcale nie marzy o czekoladowej bombonierce, choć lubią mieć pod ręką coś słodkiego, nie chcą też otrzymać kolejnego kremu mimo, że taki podarunek zawsze się przyda. Marzą o czymś relaksującym, miłym, ekscytującym, dokładnie takim, jak zestawy prezentowe Vivabox! Eleganckie czarne opakowania kryją w środku vouchery, które obdarowana sama wymieni na wymarzony prezent wybrany z załączonego katalogu.
Nie ma nic bardziej trafionego, w końcu najlepsze prezenty wybiera się samemu! Zanim zaczniesz szukać prezentu pomyśl, czego naprawdę potrzebuje Twoja kobieta. Może chwili relaksu? Nic prostszego! Sięgnij po zestaw Vivabox Wellness & SPA i podaruj zaproszenie na odprężający masaż czekoladowy, kąpiel z algami lub rewitalizujący zabieg na twarz.
Idealny podarunek dla wyjątkowego Walentego?
Mimo, że to panowie najczęściej mają problem z kupieniem podarunku dla ukochanej, to wybór wyjątkowego prezentu dla mężczyzny też potrafi spędzić sen z powiek. Panowie nigdy nie przyznają, że czegoś potrzebują, sporadycznie okazują fascynację innymi rozrywkami niż piłka nożna i gry komputerowe, a na dodatek zdecydowanie rzadziej, niż kobiety, opowiadają o swoich marzeniach. A tu wielkimi krokami zbliżają się Walentynki i powróci odwieczny problem prezentu. Co podarować ukochanemu, żeby poczuł się wyjątkowo?
Mężczyźni lubią rzeczy z jednej strony ciekawe i oryginalne, z drugiej zaś proste w obsłudze. Szybko więc przekonasz się, że Vivabox idealnie wpisuje się w świat męskich podarunków! Zestawy prezentowe dostępne są w kilku unikalnych wariantach, które pozwolą dobrać prezent do gustu osoby, którą chcemy obdarować.
A co podarować poszukiwaczowi przygód? Może lot na paralotni, skok na bungee lub przejażdżkę Lamborghini? Te i wiele innych ekstremalnych emocji czeka w zestawie Vivabox Extreme. Z takim podarunkiem wyjątkowe emocje trwają przez cały rok! Dla tradycjonalisty wybierz zaś Multibox dla Niego, czyli przepustkę do świata męskich przyjemności, w którym czekają m.in. zaproszenia na kolację, pomysły na nowe hobby i pełne adrenaliny ekstremalne przygody.
Wraz z Vivabox przygotowaliśmy dla Was walentynkowy konkurs! W komentarzach pod artykułem:
"Opisz swój wymarzony wieczór walentynkowy!"
Kochani do dzieła, najfajniejsze wypowiedzi nagrodzimy zestawami Vivabox Relaks & SPA i Vivabox Extreme!
autor Redakcja
Jeśli nie chcesz mojej zguby…
Komentarze
Walentynki kojarzą mi się przede wszystkim z wyznaniem miłości osób nie znających się, osób przeważnie skrytych nie mających szansy wyznać uczucia osobie, którą sobie upatrzyli. To święto zakochanych skrycie. Walentynki budzą we mnie wspomnienia z czasów dzieciństwa, kiedy to dzieci w szkołach podrzucają sobie kartki z wyznaniem uczucia. Pamiętam jak ja podrzuciłam taką Walentynkę mojemu koledze z klasy, który mi się podobał- Kamilowi. Ale nie chciałam żeby to było takie oczywiste i oklepane i do kartki walentynkowej przykleiłam taśmą klejącą lizaka truskawkowego z gumą do żucia. W szatni kartkę wrzuciłam mu do plecaka. Pomyślałam, że może go to zaskoczyć, takie nagłe wyznanie uczucia i dla osłody i złagodzenia szoku był właśnie lizak z gumą balonową. I tak napisałam na kartce. „Podobasz mi się, a to słodki upominek dla Ciebie Kamilku” Potem chyba wiedział, że to ode mnie bo się na drugi dzień strasznie wstydził i mało mówił. I taki właśnie dziecinny aspekt, zarumienionych policzków kojarzy mi się z tym świętem.
Teraz to święto obchodzę inaczej, z moim narzeczonym Pawłem będzie to jakaś kolorowa smaczna kolacja, którą ja przyrządzę, wino czerwone, płonące świeczki, oglądniemy sobie jakiś romantyczny film (a co tam nawet błachą komedię romantyczną- w ten wieczór można). Bo przecież Walentynki dla ludzi kochających się powinny trwać cały rok.
Z tą tylko różnicą, że będą prezenty. On dla mnie- i to nie będzie problem, bo zawsze wie co mi kupić żeby mnie ucieszyć, wie czego potrzebuję, co lubię. Może dlatego, że jestem mniej wymagająca w kwestii prezentów.
Ale ja dla niego?? Nie mam zielonego pojęcia co podarować żeby to było coś dla niego fajnego, sprawiającego mu dużo frajdy, przyjemności. Myślę, że zestaw Vivabox Extreme dla mojego Pawełka byłby idealny, bo on jak to facet nabuzowany testosteronem jest wiecznie żądny przygód i lubi nowe doznania. Ogólne przekonanie jest takie, że to kobiecie jest ciężej dobrać prezent aby jej się podobał, aby ją zaskoczył pozytywnie. Ale ja z mojego doświadczenia mam inne przekonanie, że to właśnie wymyśleć co facetowi podarować w prezencie jest bardzo trudne i spędza to mi sen z powiek.
Walentynki, Święto Zakochanych, nieco komercyjny dzień, o którym każda kobieta ma inne wyobrażenie..
Dla większości to romantyczna kolacja, bukiet róż, bajkowe miejsce, bajkowy książę, ot wszystko jak w bajce.
Ja i może nie odbiegam od statystycznej kobiety i statystycznych skojarzeń z 14 lutym..
Ale po 25 latach małżeństwa, 25 latach w które może a raczej na pewno wkradła się już rutyna, Walentynki wymarzone - to dla mnie, proste "Kocham Cię", ulubione tulipany na stole, wieczór przy dobrym winie ze stosem zdjęć w ręku, bo każde z nich mówi, że miłośc jeszcze nie wygasła, a wiele przetrwała, i że każdy dzień razem, ten kolejny, następny i następny jest jak Walentynki - okraszony tysiącami wspomnień wypływających prosto z serca.
W ten dzień najchętniej porwałabym swoją drugą połówkę gdzieś daleko. Marzy mi się coś wyjątkowego. Nie kwiaty, nie pluszak czy kolacja - kino - łóżko. Marzy mi się spędzenie tego czasu - dnia i nocy gdzieś gdzie zorze polarną bym zobaczyła, gdzie ciepłe bijące serce drugiej osoby przytulając poczuła, gdzie parą miłość bym wypowiedziała... Jest takie miejsce gdzie noc tylko jedną bym spędzić chciała - ICE-Hotel w Jukkasjarvi. Jedną noc tą najgorętszą (przy minusowej temperaturze poza kołdrą ;)).
A ja bym chciała w Walentynki pojechać na narty, spędzić kilka godzin na niedalekiej górce, by potem przy kominku z grzańcem w ręku napawać się w ciszy ciepłem spojrzenia mojego ukochanego mężczyzny. Odbijające się w oczach płonące ogniki może rozniecą żar także w naszych sercach. Takie chwile bardzo zbliżają, utrwalając się na zawsze w pamięci. Obydwoje bardzo na nie czekamy.
Mój wymarzony wieczór walentynkowy musi być przede wszystkim wolny od trosk. Muszę widzieć uśmiech ukochanej osoby, gdy pożera walentynkowe muffinki :) Przez chwilę zapomnieć o całym świecie, nie pędzić ślepo... właściwe ku czemu? Najważniejsze przecież jest tuż obok i właściwie wyłącznie tego potrzebuję na walentynki!
Mój wymarzony wieczór walentynkowy to;
Noc, Paryż, miliony świateł i par zakochanych tak jak My. Cały świat przestaje dla nas istniec, liczy się tylko nasza miłośc.
Patrzę się głeboko w oczy ukochanego i widzę niebo, rozpływając sie w obłokach grzesznej przyjemności.
W ten niesamowity wieczór, mój ukochany specjalnie dla nas wynająłby Wieżę Eiffle'a, abyśmy mogli wykrzyczec naszą miłośc gwiazdom i zjeśc kolację w blasku księżyca.
Delektowaliśmyby się smakiem potraw miłości - doskonale skomponowanych, przyprawionych i podanych, namiętnie słodkich owoców, ognistym smakiem wina, z dala od wszystkich, będąc sami dla siebie.
Potem wybralibyśmy się na lot paralotnią przez Loarę, pilotując sobie, odkrywalibyśmy magię tej niezwykłej nocy, przytulając się ściśle i krzycząc ze szczęścia. Dostrzeglibyśmy każdy jeden blask, każde jedno wspaniałe światło, odbijające się w toni niepokonanej wody, zupełnie tak jakgdyby ożywiało naszą miłosc.
Po morderczych wyczynach, zmęczeni, spędzilibyśmy noc w klimatycznym starym domku, urządzonym w starym stylu. Sami ze sobą...
Myślę, że ma miejsce tu i teraz, w naszym mieszkaniu; mój mąż rozmawia z przyjacielem przez telefon, słyszę pozdrowienia, wiem, że za chwilkę do mnie przyjdzie. Przygotowałam na kolację sałatkę z kurczakiem, eksperymentowałam z czekoladowym tortem, efekt okazał się zaskakująco dobry, w każdym razie zachwycił moją Żabę. Jesteśmy błogo najedzeni, lekko zmęczeni i bardzo zakochani, choć to już dziesięć lat. Nieskończenie wiele walentynkowych wieczorów i jeszcze więcej tych prawdziwych, jeszcze bardziej smakowitych, bardziej spontanicznych. Chciałabym na wieczność zachować pewność i zaufanie i nie kończyć tego wieczoru.
Moje najfajniejsze walentynki związane były z tym, że zostałam zabrana do całkiem nieznanego mi budynku do pomieszczenia w którym było ciemno. On włączył projektor, potem rozsiedliśmy się wygodnie na rozłożonych poduszkach i zaczęliśmy oglądać film wyświetlony na ścianie, w którym jak się okazało to my byliśmy głównymi bohaterami, były tam również nasze wspólne zdjęcia, a tłem muzycznym były nasze piosenki... Po filmie podszedł w kąt pokoju, wyjął zapałki i zapalił świece. Jak się okazało, to czekała tam na nas również kolacja...
Tak właśnie krzyczą w telewizji ,że konieczne jest spędzenie tego dnia ze swoją drugą połówką. Przed chwilą Pan zadzwonił do radia i stwierdził,że uwielbia ten dzień bo wieczorem czeka na niego druga połówka , tyle że w lodówce... No właśnie a ja jak chciałabym spędzić ten dzień? Pewnie z przymrużeniem oka.. Kochamy się od 14 lutego do 13 lutego kolejnego roku :) Pewnie zatańczymy przytulańca bo zawsze tak robimy gdy chcemy uczcić ważny dzień, wypijemy pyszną rozgrzewającą herbatę i zjemy sernik na zimno. Zanim zajmiemy się sobą wyjdziemy z psem na spacer by dotlenić mózg...a potem już tylka ja i on on i ja lalala
„Szczęście, nieszczęście, telefon, list” – głupawa wyliczanka z dzieciństwa jak zwykle towarzyszy mi przy wyborze wina. Są takie dni w życiu kobiety, gdy tylko kryształowy kieliszek, wypełniony bąbelkową przyjemnością, pudełko pysznych pralinek i dobra książka mogą wprawić w dobry nastrój. I taki właśnie miałam plan na dzisiejszy wieczór. Walentynki. Tez mi święto. „Szczęście” kryło się pod półwytrawnym winem za 12,99.
Już po nie sięgałam, gdy nagle usłyszałam ten głos: „Niech pani tego nie pije. To profanacja szampana". Męska dłoń delikatnie, lecz stanowczo odsunęła moją rękę. Już, już miałam ostro zaprotestować, odwróciłam się i… zatonęłam w oczach błękitnych niczym morskie refleksy w pobliżu rajskiej wyspy…
„Ma pani chwilę czasu? Zapraszam, tu za rogiem prowadzę małą restaurację” – mówi on, z takim cudnym obcojęzycznym akcentem. Przenosimy się do przytulnej trattorii, obrusiki w biało - czerwoną kratkę, przyćmione światło świec, upojna muzyka w tle. Piękny nieznajomy bez zbędnych słów zamawia potrawę, nie słyszę nazwy, nie szkodzi - i tak nie znam włoskiego. Porozumiewamy się innym językiem - ciała i namiętności…
Makaron jest idealny, giętki, a jednak rozpływa się w ustach - to chyba zasługa aksamitnego sosu. Jemy palcami, prawdziwy smak potrawy eksploduje feerią doznań, pod wpływem ciepła i niemych emocji naszych dłoni. Spaghetti wciągamy ustami, niczym bohaterowie „Zakochanego kundla”. Smakują genialnie – kluseczki oczywiście… ;)
Na deser podano wilgotne kawałki orzecha kokosowego, chrupię zabawnie, a On nie odrywa wzroku od moich ust – w życiu nic mi tak nie smakowało…
Brylantowa przejrzystość wina kłóci się z zamglonym spojrzeniem moich oczu... Tak chyba wygląda pożądanie... Sama siebie nie poznaję – zawsze taka poważna, stateczna, tymczasem zupełnie oszalałam, rozkoszując się smakiem, atmosferą chwili i obecnością, obcego mężczyzny.
Z głośników leci zmysłowa muzyka. Tajemniczy Nieznajomy zaprasza mnie do tańca. Wirujemy po sali, nasze wtulone w siebie ciała rzucają rozedrgane cienie w przytłumionym świetle świec. Chwilo, trwaj!
Czas płynie. Minuty, godziny… Nieznajomy proponuje kawę. Gorącą, aromatyczną caffe forte. Piję czarną jak smoła, gęstą, prawie mistyczną - a przecież zwykle lubię dużo mleka i cukru. Dziś nie potrzebuję cukru - słodycz włoskiej nocy pulsuje mi w żyłach, czuję, że mogę góry przenosić.
„No nie mów, że sama to wypiłaś” W tym momencie zawinięta w kraciastą kołdrę, ląduję na podłodze. Moja współlokatorka melduje się po romantycznej nocy spędzonej u swojego chłopaka. Sięga dłonią na szafkę obok mojego łóżka. Pusta butelka po winie musującym, opakowanie po czekoladkach, została miętowa… „To niemożliwe” – myślę. W oczach zakręciły mi się łzy… W tym momencie zadzwonił telefon: „Witam, poznaliśmy się wczoraj przy regale z winami. Mam nadzieję, że smakował ci szampan, wybrałem najlepszy. Dzwonię, by się upewnić, że nic się nie zmieniło i zjemy dziś razem kolację”.
Wybucham perlistym śmiechem. Chwilo, trwaj!
Dziękujemy za udział w konkursie walentynkowym:)Nagrody wygrali:
Lu -Vivabox Relaks & SPA
cropka- Vivabox Extreme
plentyoflove- Vivabox Extreme
Nika22-Vivabox Relaks & SPA
Gratulujemy!!!Zwycięzców prosimy o przesłanie adresu na magda@sophisti.pl dopiskiem konkurs walentynkowy.
wysłałam maila z adresu dominikaperek@gmail.com dla rozwiania wątpliwości.
Prosze się zalogować aby móc dodawać komentarze.
Artykuły
Twoja przeglądarka nie posiada wtyczki pozwalającej na oglądanie elementów w tej technologii.
Aby pobrać wtyczkę przejdź pod adres:
http://get.adobe.com/flashplayer/
hmmm…mój wymarzony wieczór Walentynkowy z pewnością składałby się z dużej dawki adrenaliny i nieprzewidywalności. Kolacje przy świecach najchętniej zjadłabym na dachu wieżowca w towarzystwie ukochanej mi osoby. Podczas tej chwili delektowalibyśmy się aromatem orientalnych przypraw, nieznanych nam dotąd owoców, smakiem potraw ze wszystkich zakątków świata i oczywiście popijali winem z jakiejś małej rodzinnej winnicy. Po kolacji wsiedlibyśmy w samolot, który wzniósłby nas wysoko w chmury i trzymając się za ręce skoczylibyśmy razem w przepaść na spadochronie. Po wylądowaniu czekałby na nas sportowy cabrio w kolorze wściekłej czerwieni zatankowany do pełna, którym pojechalibyśmy w nieznane dopóki starczyłoby nam paliwa, oczywiście w międzyczasie składając wizytę w Studio Tattoo i robiąc sobie identyczne tatuaże symbolizujące naszą miłość do siebie:)